VIP sieroty – dzieci bogatych rodziców. „Zaniedbane, samotne, przez świat postrzegane jako mali szczęściarze” [LIST]

Nasza czytelniczka pracuje jako pedagog w prywatnym przedszkolu. Z jej doświadczeń mogłaby powstać smutna książka, złożona z historii dzieci bogatych warszawiaków. I z opowieści o tym, jacy ci rodzice są, kiedy… w ogóle są.

Cytując za Margaret Fuller, żyjącą pod koniec XIX wieku pierwszą kobietą-dziennikarką: By zarobić na życie, ludzie zapominają żyć. Nasze społeczeństwo nastawione jest na szeroko pojęty, wielowymiarowy sukces. Mamy cele i aspiracje, nasze CV pełne jest sukcesów i oryginalnych hobby. Kariery realizuje się kosztem zdrowia, życia prywatnego, rodziny i dzieci.

Dzieci w tym społeczeństwie też są częścią sukcesu. Są zaplanowane tak, aby broń Boże nie przeszkadzały w robieniu kariery. Urodzone koniecznie o czasie – najlepiej w długi weekend we wczesnych godzinach porannych, aby jak najszybciej wrócić do biura. Aby nieobecność kobiety sukcesu nie została czasem przez kogoś zauważona i wykorzystana.

Jedna ze znajomych mam powiedziała mi ostatnio, że urlop macierzyński to był najgorszy okres w jej życiu. Liczyła dni dzielące ją od powrotu do pracy. Dzieci ludzi sukcesu powinny spełniać określone kryteria, tak jak produkty czy usługi, które sprzedają.

Muszą być piękne, zdrowe oraz idealne. Muszą pasować do swoich rodziców. Kiedy osiągną minimalny możliwy do wypchnięcia ich z domu wiek, idą do drogich, prestiżowych żłobków i przedszkoli. Rynek prywatnych przedszkoli w Warszawie to prawdziwa żyła złota.

W tych najbardziej znanych, w których językiem wykładowym jest angielski, niemiecki czy francuski, zapisy odbywają się na dwa lata do przodu. Takie dzieci mają nianie, opiekunki, ciocie, które budzą je rano, dają im śniadanie, odprowadzają do przedszkola, odbierają, zawożą na taniec, malarstwo, tenisa czy jazdę konną, a potem kąpią i kładą spać. Mama z tatą zdążą czasem dać maluchowi całusa czy nawet przeczytać bajkę.

Na termin „VIP sierota” natknęłam się ostatnio w książce Pawła Fortuny pt. „Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę”. Czym VIP sierota różni się od tradycyjnej sieroty? VIP sierota ma rodziców, którzy są zazwyczaj ciężko pracującymi ludźmi sukcesu, VIP sierota ma drogie, markowe ubranka i najnowsze zabawki, do przedszkola podjeżdża supersamochodem, VIP sierota ma nianię, lub nianie, które przychodzą i odchodzą.

Nianie, często powodowane litością, próbują dać takiemu dziecku namiastkę normalności: przytulają, uczą piosenek, kochają jak własne wnuki czy nawet własne dzieci. VIP sierota ciągle tęskni za mamą i tatą, a na pytanie, czy chciałaby mieć brata lub siostrę odpowiada, że nie, bo mama musiałaby jeszcze więcej pracować. Takie dziecko żyje w przekonaniu, że mama z tatą pracuję dla niego i często czuje się winne, że jest…

Często rodzice takich dzieci żyją w olbrzymim poczuciu winy, które zagłuszają, dając swoim pociechom nieograniczoną wolność i swobodę wyboru. Zdarzyło mi się powitać w przedszkolu półnagą dziewczynkę, w zimny dzień ubraną w kostium kąpielowy. Tata był nieco zakłopotany, ale stwierdził, że nie chciał dziecka denerwować.

Kiedyś pewna mama zapytała, co ona ma zrobić, bo córka nie pozwala zmienić sobie pampersa. Z takich historii w mojej pracy pedagogicznej mogłaby powstać książka. Można by przy niej zrywać boki ze śmiechu, jednak co bardziej uważny czytelnik pewnie przy okazji zamyśliłby się nad przyszłością naszego społeczeństwa.

Liczne badania prowadzą do bezdyskusyjnych wniosków, że pierwsze lata życia dziecka kształtują wzorce emocji i zachowań, którymi człowiek mały, a potem już nastolatek i dorosły będzie się kierował przez całe swoje życie. Miłości nie da się kupić.

Wszystko idzie dobrze do momentu, kiedy coś nie pójdzie źle. Każdy skutek ma swoją przyczynę. Pracując od wielu lat jako pedagog w anglojęzycznym przedszkolu dla dzieci bogatych warszawiaków obserwuję niesamowity wzrost liczby tzw. „trudnych dzieci”.

Trudne dzieci to takie, które są większym, niż przeciętne, wyzwaniem pedagogicznym. To takie dzieci, które oprócz pedagoga potrzebują interwencji specjalisty. Doświadczony pedagog zauważa takie dziecko zwykle po paru tygodniach czy miesiącach. I tu pojawiają się schody, bo plan idealny zawodzi.

Rodzic jest zaniepokojony, bo przecież JEGO dziecko nie może mieć problemów. W pierwszym etapie zaczyna się szukanie winnych i ten etap w zasadzie się nie kończy. Na ten etap rodzic traci bardzo dużo czasu i energii. Czasu i energii, które mógłby poświecić na pomoc dziecku. Ludzie sukcesu często mają też spory zakres władzy. Rzeczy mają się dziać.

Ostatnio mam na tapecie czteroletnią dziewczynkę, która nie je nic prócz zupy pomidorowej, kotleta mielonego i gotowanej marchewki. Rodzice nie widzą problemu. Dziewczynka chodzi na palcach i kręci się w kółko, unika innych dzieci, a zestresowana histerycznie się śmieje. Od września trwają próby przekonania rodziców, aby zwrócili się o pomoc do specjalisty. Czas leci i nieubłaganie zmniejsza szanse dziecka na uzyskanie pomocy. Rodzice nie widzą problemu.

Inny czterolatek nie mówi, jest agresywny, bije kopie, gryzie. Rzuca zabawkami w dzieci i nauczyciela. Wymaga opieki i uwagi w zasadzie bez przerwy, gdyż stanowi zagrożenie dla innych. Na prośbę o konsultacje ze specjalistą rodzice obrzucili mnie obelgami, bo przecież ich pociecha jest idealna. To kilka – z wielu – przykładów dzieci zaniedbanych, porzuconych a jednocześnie przez świat postrzeganych jako mali szczęściarze.

To dzieci, które jeżdżą na drogie wakacje, z których jedynym wspomnieniem jest czas spędzony z tatą w basenie. To maluch, który tęskni za mamą, która zbawia świat, mamą która triumfalnie uśmiecha się do nich z LinkedIn, mamą, która śledzi międzynarodowe giełdy, a nie zauważa, że synkowi wypadł ząbek.

Ostatnia już scenka z życia pani pedagog: zakończenie roku w przedszkolu. Dzieci dumne i lekko poddenerwowane. Zaraz będą śpiewać i tańczyć, mówić wierszyki, kłaniać się. Na widowni zachwyceni rodzice, są prawie wszyscy. Kilkoro dzieci nie doczeka się mamy ani taty. Nie umarli, ale mają szkolenia, spotkania, delegacje. Tylko, że mały człowiek nie rozumie, dlaczego mama zbawia świat, przecież wczoraj przed snem mówiła mu, że to on jest jej całym światem.

Czas pokaże społeczne skutki tego zjawiska, za kilkanaście lat z VIP sierot wyrosną dorośli ludzie, za kilkanaście lat świat bardzo się zmieni.

A.

Share