Roksana Oraniec jest kandydatką Konfederacji do Sejmu. Dostała 10. miejsce na liście z Kielc

Kandydatka prawicowej partii w wyborach do Sejmu przekonuje, że „od zawsze ma poglądy lewicowe”. Internauci pękają ze śmiechu, a osoby nazywające siebie wyborcami Konfederacji dociekają: „chcecie zaorać Konfederację?”. Nie dziwię się, że gdy chciałam zrobić z nią wywiad, politycy robili wszystko, by do niego nie dopuścić.

Posłowie Konfederacji pozują do zdjęć z młodą kobietą. Janusz Korwin-Mikke wrzuca do sieci fotografię, na której uchwycono, jak całuje ją w dłoń. A nagłówki gazet krzyczą: „Wicemiss Świata na listach Konfederacji”. To Roksana Oraniec, która startuje do Sejmu z list Konfederacji w Kielcach (okręg 33) z 10 miejsca. Na konwencji partii stanęła obok Janusza Korwin-Mikkego i sama nazwała się „prawą ręką prezesa”.

Oburzam się trochę, że wszyscy piszą wyłącznie o jej urodzie, a nikogo nie interesuje, co ma do powiedzenia, o co chce walczyć, jeśli zostanie posłanką. Chcę porozmawiać o jej poglądach i planach. Próbuję umówić się z Roksaną Oraniec na wywiad. Dobijam się do niej, nie mam numeru telefonu, więc piszę do niej na Instagramie, Facebooku. Widzę, że jest aktywna: odpisuje na wiadomości, wchodzi w interakcje. Ale mi nie odpowiada.

Próbuję więc inną drogą – przez Konfederację. Mam wysłać maila z pytaniami. Bo pani Roksana jest zajęta, przygotowuje się do obrony, a poza tym podobnych zapytań dziennikarzy jest wiele. „Usiądziemy i wspólnie odpiszemy” – słyszę.

.

Rezygnuję więc z rozmowy. Kolejnego dnia wbija mnie w fotel, kiedy słyszę fragment internetowego wywiadu Marcina Roli z 22-letnią Roksaną Oraniec, absolwentką amerykanistyki.

Niewiadome poglądy

Marcin Rola z internetowej telewizji wRealu24.pl dziękuje Roksanie Oraniec, że znalazła czas na rozmowę. Zauważa, że dzięki tej kandydatce o Konfederacji mówili nawet w TVP. „A jak wiemy, to Konfederacja ma bana na TVP” – rzuca.

Na początku mowa o sukcesach Roksany Oraniec w konkursach piękności. – To były moje największe marzenia życiowe, do których dążyłam. Zdobyłam kilka tytułów międzynarodowych, m.in.: trzeciej wicemiss Landscapes International 2019, byłam też w top 10 Miss Polski i zdobyłam pierwszą wicemiss SuperTalent of the World w Korei Południowej. To są takie trzy moje największe osiągnięcia życiowe – skwitowała kandydatka Konfederacji do Sejmu.

Dalej Rola docieka, dlaczego wybrała Konfederację. – Konfederacja jest partią stricte prawicową, a z tego, co słyszałem – niech pani mnie poprawi – w środowisku artystycznym mają skrajne, ale to skrajnie lewicowe poglądy. Skąd u pani skręt w lewo? – dopytuje prowadzący (przypuszczalnie na końcu chodziło mu o „skręt w prawo” – red.).

Roksana Oraniec wypala: – Nie ukrywam, że te poglądy lewicowe zawsze były najważniejsze, bliskie mojemu sercu. I tak ogólnie główna zasada, żeby była wolność. Sama chcę decydować o sobie, o wolności. Kolejnym aspektem jest patriotyzm, no i rodzina. Tym się kierowałam, gdy wybierałam moją partię, czyli Konfederację.

Uśmiecha się przy tym i dodaje, że „od zawsze była bliska Konfederacji”. A tymczasem internauci przecierają oczy ze zdziwienia. Wyborcy Konfederacji ironizują, żeby „ktoś wreszcie wyłączył prąd”.

Inni tak komentują wystąpienie Oraniec: „To obraz całej Konfederacji”; „Kto ją podrzucił Konfederacji? Przecież to strzał w kolano”; „Każda partia ma swoją Jachirę”; „Kolejna paprotka na liście konfederacji”.

Przejęzyczenie nowicjusza?

Wszyscy zachodzą w głowę, kto umieścił na liście prawicowej partii kandydatkę, która deklaruje, że od zawsze ma lewicowe poglądy.

Pytam o to w Konfederacji. Pytam też o ostatni występ Oraniec w internetowej telewizji.

Witold Tumanowicz, jeden z członków Konfederacji, podkreśla, że Oraniec się przejęzyczyła. – To się zdarza osobom nieobytym z mediami. Redaktor Rola też chwilę wcześniej się pomylił. I pewnie ona zasugerowała się tym, co on powiedział – mówi nam Tumanowicz.

Robert Winnicki przekonuje: – Tu nie chodziło o żadną ekstrawagancję, a było to zwyczajne przejęzyczenie. Pani Roksana chciała zapewne powiedzieć, że zawsze miała prawicowe poglądy, dlatego jest w Konfederacji.

To samo powtarza zresztą szef sztabu Bartłomiej Pejo: – Rozmawiałem o tym z Roksaną. Zresztą z dalszej części wypowiedzi można wywnioskować, że mówiła już o prawicy, niskich podatkach itp. Wielu czołowym politykom zdarzają się znacznie bardziej istotne „przejęzyczenia”n– przekonuje Pejo.

Dalej Oraniec wspomniała o ekologii, obniżeniu podatków, wolności osobistej i gospodarczej. – Chcę sama decydować w przyszłości o sobie i swoich dzieciach – deklarowała.

Ale nie przekonała tym widzów telewizji wRealu24.pl, którzy w dużej mierze deklarują, że są wyborcami Konfederacji: „Chyba chciała do lewaków, ale źle wpisała w nawigacji”; „Przecież to marionetka”; „Gdyby była już wiosna, pomyślałabym, że jest prima aprilis”; „Panie Marcinie, chcecie zaorać Konfederację?”; „Kto ją wystawił?”.

– Czyim pomysłem było wystawienie w wyborach do Sejmu pani Oraniec? – pytam Witolda Tumanowicza.

– Myślę, że to jest przede wszystkim chęć pani Oraniec, by startować w wyborach i reprezentować Konfederację w Sejmie. Mamy ponad 900 kandydatów w całym kraju, więc reprezentanci wielu środowisk, różnych profesji, znaleźli się na naszych listach – tłumaczy Tumanowicz.

I podkreśla, że wyborcza oferta Konfederacji jest na tyle bogata, że można znaleźć sobie innego kandydata. – W okręgu kieleckim startuje także Krzysztof Bosak, jeden z liderów Ruchu Narodowego, na niego także warto oddać głos. To na pewno głos oddany za merytorycznym podejściem do polityki – mówi Tumanowicz.

Robert Winnicki wyjaśnia, że naturalnym jest, iż ludzie sympatyzujący z partią, pomagają jej w walce o mandaty wyborcze. – Często na listach znajdują się osoby, które nie mają aspiracji politycznych, ale decydują się wesprzeć listę. Na tej samej zasadzie na liście znalazła się pani Oraniec – przekonuje Winnicki.

Share