„PiS nie zrealizuje swoich obietnic?”: Rozbrajająco szczera deklaracja

– W ciągu pierwszych 100 dni prac nowego parlamentu może nie udać się wdrożyć zapowiadanych pięciu kluczowych rządowych projektów – stwierdził dziś rano szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk w Radiu ZET. To potwierdzenie obaw, które wyrażali wcześniej niektórzy ekonomiści krytykujący rząd w trakcie kampanii.

Tydzień przed głosowaniem prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier rządu Mateusz Morawiecki hucznie zapowiedzieli „piątkę PiS na 100 dni nowego rządu”, czyli plan działania na pierwsze miesiące nowego rządu po wyborach 13 października.

– Chcieliśmy zapowiedzieć coś, co odnosi się do tej wartości, którą wnieśliśmy do polskiego życia publicznego i którą chcemy podtrzymywać. Tą wartością jest wiarygodność. Zapowiedzieliśmy przed poprzednimi wyborami, że zrealizujemy pewien program i ten program został zrealizowany. I wtedy też mówiliśmy o tym, co zrobimy w ciągu pierwszych 100 dni – podkreślił Jarosław Kaczyński.

Te pięć punktów programu to mały ZUS dla małych firm, 13. i 14 emerytura, pakiet badań profilaktycznych, program budowy 100 obwodnic i plan na rzecz równych dopłat dla polskich rolników.

Dzisiaj jednak szef kancelarii premiera zaczął powoli wycofywać się z tej obietnicy. Stwierdził, że „może się nie udać wdrożyć tych projektów w 100 dni”. Dworczyk w Radiu ZET dodał, że „proces legislacyjny ma swoją dynamikę”. Ekonomiści wyrażają wątpliwość, czy są to obietnice w ogóle możliwe do zrealizowania.

Gomułka: PiS prawdopodobnie zrezygnuje z czternastej emerytury

Stanisław Gomułka, cytowany przez Business Insider Polska, zauważa, że do przyszłorocznego budżetu musi być wpisana trzynasta emerytura i oddłużenie szpitali, co będzie kosztować około 30 miliardów złotych, ale jest jeszcze kwotą do zaakceptowania. Pojawi się po prostu deficyt w budżecie, który zgodnie z zapowiedziami premiera, miał być pierwszym po 1989 roku budżetem bez deficytu.

Gomułka uważa, że PiS wypłaci trzynastą emeryturę, ale z czternastej już zrezygnuje, bo po prostu nie ma na nią pieniędzy. W roku 2020 kończą się wpływy z budżetu unijnego wynegocjowane przez rząd PO-PSL, a w przyszłej perspektywie budżetowej Polska na pewno dostanie mniej. Kwestia tylko, o ile. W latach 2020-21 PiS będzie musiał zacisnąć pasa – zauważa Gomułka.

Orłowski: kłopoty w finansach publicznych będą narastać

Z kolei Witold Orłowski w opinii dla Business Insidera stwierdził, że kłopoty w finansach publicznych będą narastać, tempo wzrostu zacznie spadać, a inflacja wzrastać.

W jego ocenie PiS wygrał na kredyt, a zrealizowane przez niego świadczenia społeczne mają charakter jednorazowy: zamiast inwestycji w innowacyjność i konkurencyjność gospodarki mieliśmy do czynienia z wypłatą świadczeń, które zostały w dużej mierze przeznaczone na bieżącą konsumpcję. To sprawia, że Polskę może czekać już niedługo twarde lądowanie. Dlatego w perspektywie kilkuletniej Orłowski prognozuje podwyższenie podatków.

Już wcześniej ekonomiści powątpiewali w możliwość realizacji programu PiS, szczególnie podwyższenia płacy minimalnej do 4000 zł już w 2023 roku.

Źródło: Radio ZET, Business Insider

Share