„I to od kilku lat…”: Jarosław Kaczyński wielokrotnie korespondował z „małą Emi”

„Jeśli będzie Pani oczekiwała ode mnie wsparcia, którego mógłbym udzielić, działając w ramach uprawnień przysługujących parlamentarzystom, proszę o informację” – tak Kaczyński odpisał Emi. Na list, w którym stwierdziła, że – cytując odpowiedź Kaczyńskiego – „czuje się pokrzywdzona działaniami wymiaru sprawiedliwości, ale także Pana Łukasza Piebiaka, Podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości”. I jednocześnie Kaczyński poprosił o „sprecyzowanie problemu”.

Jak podaje „GW”, pismo jest autentyczne. Potwierdziło to biuro poselskie Kaczyńskiego. – Miałam na myśli przede wszystkim to, że obiecano mi pomoc prawną i że to, co będę robić na Twitterze, jest pod ochroną, ale w którymś momencie się ode mnie odwrócono – tak Emi wyjaśniła, dlaczego zwróciła się do Kaczyńskiego.

Co ważne, to nie był ich pierwszy kontakt. Kaczyński w piśmie sam wspomina, że już raz jej pomógł. Wiosną 2017 roku w „sprawie postępowania dotyczącego ustalenia kontaktów Pani małżonka, Pana Tomasza Szmydta, z małoletnimi córkami” z poprzedniego małżeństwa.

Wtedy Kaczyński pomógł na tyle, że sprawą zainteresował się rzecznik praw dziecka. I wszystko poszło wtedy po jej myśli.

Emi podkreśliła także, że do Kaczyńskiego pisała kilka razy. Ostatniego mejla wysłała 16 lipca 2019 roku. – To był bardzo krótki list. Pisałam, że nie podoba mi się to, co się dzieje w ministerstwie, i że nie tak miało być. I że sprawa Arkadiusza Cichockiego miała nie trafić do sądu – mówi Szmydt w rozmowie z „Wyborczą”.

Według biura prezesa PiS Kaczyński nie weryfikował informacji, które otrzymał od Emi. „Posłowie nie posiadają takich uprawnień ani możliwości. Pan Prezes nie rozmawiał również na ten temat z żadnym z wymienionych ministrów” – poinformowano.

Biuro poselskie Kaczyńskiego przekonuje ponadto, że prezes odpowiedział „w stale stosowanym w oparciu o Ustawę o wykonywaniu mandatu posła i senatora trybie (wiele tysięcy przypadków rocznie, pismo do wglądu w Biurze Prezydialnym PiS)”.

Afera w Ministerstwie Sprawiedliwości

Przypomnijmy, że afera hejterska wybuchła po tym, jak Emilia Szmydt ujawniła w rozmowie z Onetem informacje o „farmie trolli w Ministerstwie Sprawiedliwości” oraz pokazała swoją korespondencję z urzędnikami resortu Ziobry. W wyniki afery stanowisko stracił m.in. sekretarz w resorcie Łukasz Piebiak.

We wtorek ujawniono z kolei SMS-y, które po wybuchu afery sędzia Arkadiusz Cichocki wysyłał do sędziów-ofiar akcji hejterskiej. Pisał je ze szpitala, w którym wylądował. Chciał też ujawnić wiele faktów, ale nagle zniknął.

.

Share