Monika nie znała mrocznej przeszłości Artura. Ona i mały Oskarek zginęli straszną śmiercią

Ten potwór nigdy nie powinien opuszczać celi. 40-letni Artur K. podczas jednodniowej przepustki z zimną krwią zamordował swoją narzeczoną Monikę K. († 35l.) i jej synka Oskara († 3 l.). Jak się dowiedzieliśmy w więzieniu odsiadywał karę za morderstwo – ponad 15 lat temu udusił swoją ówczesną dziewczynę.

– Oskarek to było oczko w głowie babci. Zawsze zwracała mi uwagę, żebym parkował samochód przodem do okna. Żeby spaliny nie leciały, bo przecież w pokoju jest małe dziecko. To był fajny chłopaczek, bardzo żwawy i ciekawy świata – opowiada Faktowi konserwator kamienicy w śródmieściu Warszawy, gdzie mieszkała Monika K. z synkiem.

To właśnie babcia odkryła odkryła zbrodnię. W sobotę wieczorem przyjechała sprawdzić, co dzieje się u córki, bo nie mogła się do niej dodzwonić. Nikt nie odpowiadał na pukanie. W mieszkaniu panowała martwa cisza. Babcia wezwała ślusarza. Po wyłamaniu zamka znalazła ciała córki i ukochanego wnuka.

Monika K. poznała swego przyszłego mordercę przez internet. W więzieniu sprawował się dobrze i mimo że od 2004 roku siedział za zabójstwo często dostawał przepustki. Od 2016 roku mury więzienia opuszczał 90 razy.

Kilka ostatnich przepustek spędził z Moniką i Oskarkiem ich mieszkaniu na warszawskim Śródmieściu. 22 września para miała wziąć ślub. Facebook Moniki pełen jest zdjęć, na których Artur K. obejmuje ją i jej synka. Wyglądają jak szczęśliwa rodzina.

Policjanci, których wezwała babcia, nie mieli wątpliwości, kto może być mordercą. Nie musieli go też szukać, bo Artur K. sam zgłosił się na komendę.

– Usłyszał zarzut podwójnego zabójstwa – informuje Fakt Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Nie wiadomo, dlaczego Artur K. udusił przyszłą żonę i jej synka. Złożył obszerne wyjaśnienia, ale dla dobra śledztwa prokuratorzy nie informują, co zeznał.

Share