Mało kto wie, co zrobić, gdy pomylimy się w przelewie?

Późny zimowy wieczór, przez pomyłkę żona przedsiębiorcy zlecając przelew obok prawidłowych danych podała nie ten numer konta. Kwota niebagatelna, bo aż 140 tys. złotych. Błąd dostrzeżono natychmiast i klienci próbowali odwołać przelew.

Niestety nie udało się, bank przelał pieniądze. Sprawa trafiła do sądu i uzasadnienie wyroku II instancji może być istotne dla każdego, kto ma konto w banku.

Sprawę sądowego sporu opisuje dziś „Rzeczpospolita”, ale ma ona początek pod koniec stycznia 2014 roku. Jak wspomnieliśmy żona przedsiębiorcy zlecając przelew przez internet podała dobre dane odbiorcy, ale zły numer konta.

Błąd dostrzeżono natychmiast, przedsiębiorca skontaktował się z infolinią banku, a także swoim doradcą, by ustalić, czy mogą zatrzymać transakcję. Od razu też poinformowali posiadacza rachunku, na który trafią pieniądze o zajściu i zaczęli przygotowywać reklamację.

Przelew zlecono przez system SORBNET, który teoretycznie działa w czasie rzeczywistym. Jego kwota była niemała, bo opiewał aż na sumę 140 tys. zł.

Doradca przedsiębiorcy próbował pomóc swoim klientom, ale bezskutecznie. 140 tys. zł trafiło nie na to konto, co trzeba. Najgorsze było to, że rachunek ten był zablokowany przez komornika, co blokuje możliwość dokonywania z niego przelewów. Klienci banku wystąpili na drogę sądową domagając się zwrotu przez nich pieniędzy.

„Pismem z dnia 26 lutego 2014 r. powód wezwał stronę pozwaną do zapłaty kwoty 140 000 zł tytułem odszkodowania, a pismem z dnia 6 marca 2014 r. Bank odmówił zapłaty, powołując się na fakt, że swoje obowiązki wykonał w sposób prawidłowy, zgodnie z ustawą i regulaminem, a w związku z tym nie ponosi odpowiedzialności za skutki omyłki klienta” – stwierdzono w orzeczeniu sądu apelacyjnego.

Sąd po stronie klientów

Sąd I instancji stanął po stronie banku. Zwrócił uwagę, że instytucja finansowa nie ponosi odpowiedzialności, gdy klient popełni błąd. Jednak klienci się nie poddali i złożyli apelację. Sąd II instancji miał zgoła inne spojrzenie na sprawę i nakazał wypłatę 140 tys. zł wraz z odsetkami. skupił się on na nieco innych kwestiach.

Otóż pechowy przelew zlecono po godzinie 21 przez internet. W regulaminie banku przyjęto godzinę 20, jako granicę wychodzenia przelewów danego dnia. To koniec dnia roboczego. Wszystkie zlecenia po 20 uznaje się jako zlecenia otrzymane następnego dnia roboczego. Sąd zauważył, że jest to fikcja prawna, która została stworzona w interesie banków.

„Niedopuszczalna i nielogiczna byłaby konkluzja, że dla każdej ze stron umowy moment otrzymania zlecenia jest inny – dla klienta moment jego wprowadzenia do systemu, dla banku później, z rozpoczęciem kolejnego dnia roboczego. (…) Skoro tak, to wprowadzenie tej fikcji musi być z korzyścią dla obu stron umowy, jak też przedmiotowy zapis ustawowy i umowny musi być dla obu stron rozumiany w ten sam sposób” – zaznaczył sąd w orzeczeniu.

Techniczne możliwości są

W uzasadnieniu wyroku sędzia podkreślił, że jeśli złożenie zlecenia poza godzinami pracy banku oznacza, że jest ono realizowane kolejnego dnia roboczego, to „teoretycznie jest i musi być możliwość anulowania zlecenia w przedziale czasowym pomiędzy wprowadzeniem zlecenia do systemu a otrzymaniem zlecenia przez bank, a więc w okresie oczekiwania na przyjęcie zlecenia przez bank”.

Sąd zaznaczał, że bank ani razu nie argumentował, że zatrzymanie przelewu nie było możliwe z powodów technicznych. Przychylił się też do argumentacji klienta, który argumentował, że banki mogą zatrzymywać wybrane operacje m.in. na podstawie przepisów o przeciwdziałaniu prania pieniędzy.

Sąd zauważył, że system SORBNET, przez który poszło zlecenie, chociaż w teorii działa w czasie rzeczywistym, to tylko w określonych godzinach. Poza nimi zlecenia oczekują na realizację kolejnego dnia i mogą zostać odwołane.

Co zrobić, gdy pomylimy się w przelewie?

Mało kto wie, ale w 2018 roku w życie weszły nowe przepisy, które pomogą w podobnych sytuacjach. Powstała jasna procedura postępowania, by odzyskać omyłkowo przelane pieniądze.

Jak podaje na swojej stronie Rzecznik Finansowy, instytucja, która pracowała nad projektem nowelizacji, teraz w razie pomyłki klient musi poinformować o błędzie swój bank. Ten ma z kolei 3 dni na poinformowanie odbiorcy pieniędzy o błędzie i konsekwencjach jakie mu grożą za brak zwrotu środków w ciągu 30 dni.

– Zwrot środków będzie realizowany na specjalny rachunek techniczny, co zapewnia pełną anonimowość odbiorcy omyłkowego przelewu. Po otrzymaniu środków, dostawca w ciągu 1 dnia roboczego będzie zwracał je na konto klienta.

Gdy w transakcję zaangażowanych było dwóch dostawców termin wydłuży się do kilku dni roboczych – wyjaśnia Bartosz Wyżykowski, radca prawny w biurze Rzecznika Finansowego.

Jeśli osoba, która otrzymała pieniądze nienależące do niej nie będzie chciała ich zwrócić w ciągu 30 dni, to bank będzie musiał przekazać jej dane osobowe klientowi, który dokonał pomyłki. Dzięki temu będzie mógł on dochodzić swoich praw w sądzie. Do tej pory bowiem tajemnica bankowa nie zezwalała na przekazanie tych danych.

Share