„Liczy się pieniądz i tyle”: Gdy na drodze do szczęścia staje ksiądz

Biały dywan, świeże kwiaty i kwartet smyczkowy to marzenia niejednej panny młodej. Zanim jednak stanie się to rzeczywistością, parę młodą czeka jeszcze długa batalia. Zwłaszcza, gdy na drodze do szczęścia staje ksiądz.

„Liczy się pieniądz i tyle”

Arkadiuszowi zawarcie sakramentu utrudniała własna parafia. Kiedy przyszedł z prośbą o wydanie zaświadczenia, pojawił się problem. Proboszczowi nie spodobało się to, że młodzi postanowili pobrać się w innym kościele.

– Kapłan tłumaczył to tym, że tracą parafianina, ale wszyscy wiemy, że chodziło po prostu o pieniądze – wyjaśnia 32-latek. – Kiedy udałem się po papierek do kancelarii w swojej diecezji, zamiast zgody usłyszałem kwotę, jaką muszę zapłacić za wystawienie dokumentu.

Zamurowało mnie, bo było to tyle kasy, co za odprawienie ceremonii. Poprosiłem o cennik i wyjaśnienie, skąd taka suma, ale okazało się, że taki nie istnieje – opowiada Arkadiusz.

Po wielu rozmowach z księżmi i odsyłaniu od drzwi do drzwi, przyszły pan młody zdecydował się na kontakt z archidiecezją, która ostatecznie wydała mu zezwolenie. – Sama bieganina nie sprawiła mi takiego problemu, co komentarze duchownych.

Słyszałem, że skoro stać mnie na wesele, zespół i alkohol, to na parafię tym bardziej nie powinienem skąpić. Zostało mi wypomniane nawet to, że chodziłem do katolickiego liceum – wspomina.

Chociaż cała historia zakończyła się szczęśliwie, niesmak pozostał. – Kosztowało to nas dużo stresu, a szczególnie moją żonę. Ta przepychanka zniechęciła mnie do tej parafii, ale też otworzyła nam oczy. Wiara wiarą, ale liczy się pieniądz – komentuje.

Opłata za kolor skóry

Kinga brała ślub w 2017 roku i choć samo wesele było jednym z najlepszych dni w jej życiu, wydała na to więcej, niż się spodziewała. – Z Adamem byliśmy parą od trzech lat.

Po zaręczynach od razu ustaliliśmy datę ślubu i wybraliśmy salę. Wszystko układało się po naszej myśli, aż do spotkania z księdzem, który miał udzielić nam ślubu. Już po pierwszej wizycie wyczuliśmy jego wrogie nastawienie do mojego męża, który ma ciemniejszy odcień skóry. Adam urodził się w Polsce, ale jest w połowie Libijczykiem – wyjaśnia 33-latka.

– Wszystkie nasze przedślubne spotkania z księdzem przebiegały w innej atmosferze niż oczekiwaliśmy. Czuliśmy, że jest coś nie tak. Często porównywał miłość między małżonkami do miłości do ojczyzny i patrzył na nas lekceważąco. Postanowiliśmy jednak nie przejmować się aluzjami duchownego – wyznaje Kinga.

Po niemiłych doświadczeniach para chciała zamknąć temat rasistowskiego kapłana. Miarka przebrała się jednak po tym, co usłyszeli od znajomych. – Na naszym weselu rozmawialiśmy z parą, której sakramentu udzielał ten sam ksiądz.

Okazało się, że opłata „co łaska”, zasugerowana nam przez księdza, była prawie dwukrotnie wyższa niż dla innych par – mówi oburzona Kinga. Jej i jej mężowi było zwyczajnie przykro, bo nie sądzili, że kolor skóry będzie miał jakiekolwiek znaczenie.

Ksiądz wedding planerką

Aleksandra, jak każda panna młoda, chciała mieć wyjątkowy i piękny ślub. Wymarzyła sobie romantyczną ceremonię i poinformowała o tym księdza. – Wybrałam kwartet smyczkowy i własne kwiaty do dekoracji kościoła.

Ksiądz jednak postawił przed nami ultimatum. Dostaliśmy wytyczne co do kwiaciarni, z którą możemy „wyłącznie” współpracować przy zdobieniu świątyni oraz namiary na organistę – opowiada Aleksandra.

Gdy Ola oponowała, usłyszała wprost od proboszcza: „Muszę dać zarobić organiście”.

– Finalnie zapłaciliśmy za narzuconego muzyka. Cała ceremonia wyniosła nas około 1,5 tys. zł, o kosztach dowiedzieliśmy się oczywiście na końcu – wyznaje. Chociaż sprawa wydaje się absurdalna, Aleksandry to nie zdziwiło.

– Wiem, jak funkcjonuje kościół. To po prostu biznes, z wiarą nie ma to nic wspólnego – komentuje.

„Co łaska” jest najczęściej spotykaną odpowiedzią w sprawie kosztów ceremonii kościelnych. Okazuje się jednak, że „łaska” ma swoją stawkę minimalną. Kwoty możemy porównywać na stronie www.colaska.pl. Średnia opłata za ślub w Polsce wynosi 532 zł, ale w niektórych parafiach ceny dochodzą nawet do 2 tys. zł.

Najnowsze badania GUS pokazują, że Polacy coraz rzadziej decydują się na zawarcie związku małżeńskiego. Powodem tego mogą być właśnie wysokie koszty związane z wydarzeniem.

Nie mieliśmy z tym problemów

Martyna z Sylwestrem brali ślub już kilka lat temu i nie podzielili losu poprzednich bohaterów. – Oboje jesteśmy z Warszawy, ale zamarzył nam się ślub na rynku w Krakowie – opowiada Martyna.

Do spełnienia marzenia brakowało im tylko zaświadczenia z własnej parafii, które dostali od ręki. – Nie mieliśmy z tym najmniejszych problemów. Proboszcz nawet pomagał w załatwianiu formalności i zaangażował się w organizację ślubu.

Sam wysłał odpowiednie dokumenty do parafii w Krakowie. Nie oczekiwał nawet zapłaty za to, ale sami chcieliśmy mu się odwdzięczyć – wspomina.

„Wszystkim przysługuje prawo wyboru”

Sprawę ślubów w innym kościele skomentował również ksiądz z małej parafii pod Łowiczem. – Zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego, pierwszym i właściwym miejscem przyjęcia sakramentów (np. chrztu czy małżeństwa) jest własna parafia. Z tradycji przyjęło się branie ślubów w parafii panny młodej.

Jednak warto pamiętać, że wszystkim wierzącym przysługuje prawo do wyboru miejsca przyjęcia sakramentu. Oczywiście, mówimy tu o miejscu kultu religijnego – tłumaczy ksiądz.

– Właściwą procedurą jest spisanie tak zwanej licencji. Wystawienie jej wiąże się z przeprowadzeniem rozmowy kanonicznej, spisania protokołu i umieszczenia zapowiedzi. Proboszcz nie może odmówić wystawienia takiego dokumentu, ma jednak prawo do zapytania o powody zmiany miejsca oraz obowiązek zachęcić do przyjęcia sakramentu w swojej parafii jako wyraz wspólnoty – odpowiada.

– Wystąpienia z taką prośbą zdarzają się nad wyraz rzadko. Podczas mojej 20-letniej posługi miało to miejsce tylko kilka razy – komentuje.

.

Share