Ksiądz zgwałcił, Kościół do winy się nie poczuwa. Nie chce płacić odszkodowania

Sąd w Poznaniu wydał bezprecedensowy wyrok w sprawie księdza Romana B., duchownego należącego w przeszłości do Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej, który zgwałcił nastolatkę. Zgodnie z treścią rozstrzygnięcia zgromadzenie zakonne ma zapłacić pokrzywdzonej milion złotych zadośćuczynienia. Kościół jednak próbuje wykręcić się od winy. Pełnomocnik Towarzystwa stwierdził, że „na gruncie obowiązujących przepisów prawa w Polsce” nie można przenosić odpowiedzialności za czyny karalne ze sprawcy na kościelne osoby prawne. Adwokat złożył odwołanie od wyroku.

Oprócz miliona złotych zadośćuczynienia sąd zobowiązał stronę kościelną do wypłacania pokrzywdzonej dożywotniej renty wysokości 800 zł miesięcznie. Wyrok przesądził o odpowiedzialności cywilnej Kościoła za haniebne czyny wobec kobiety. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził m.in., że Roman B. „wykorzystał swoją pozycję zawodową jako ksiądz” – poznał dziewczynkę na lekcji religii, zapraszał na plebanię, czyli do „miejsca służbowego”.

Rozstrzygnięcie sądu w Poznaniu nie kończy jednak gehenny kobiety. Pełnomocnik Towarzystwa Chrystusowego, adwokat Krzysztof Wyrwa, złożył bowiem apelację, która zostanie rozpatrzona w czwartek przez Sąd Apelacyjny. Jak przekazał Wyrwa Polskiej Agencji Prasowej, „na gruncie obowiązujących przepisów prawa w Polsce” nie można przenosić odpowiedzialności za czyny karalne ze sprawcy na kościelne osoby prawne.

– Sprawcy tych czynów dopuszczają się ich na własny rachunek i ponoszą osobistą odpowiedzialność przed ofiarami, które skrzywdzili oraz przed prawem – dodał. Pełnomocnik zaznaczył, że w sprawie czynów karalnych, których dopuściły się osoby duchowne należy podkreślić, że stanowisko Kościoła i podejście prawne są niezmienne.

– Takie czyny są haniebne i winny być ścigane, a ich sprawcy ukarani. Osoby te, w ramach wewnętrznych kościelnych postępowań prawnych – zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego i innymi normami prawnymi – są konsekwentnie zawieszane w czynnościach kapłańskich lub wydalane ze stanu duchownego – podkreślił.

Co ciekawe, w poniedziałek rzecznik chrystusowców ks. Jan Hadalski poinformował, że Roman B. nie jest już członkiem Towarzystwa Chrystusowego, nie jest też osobą duchowną. Jak dodał, administracyjny proces karny ks. Romana B. zakończył się jego wydaleniem ze stanu duchownego pod koniec ubiegłego roku.

Sprawa duchownego została nagłośniona w ubiegłym roku. Wówczas ksiądz Roman B. w trakcie posługi w jednej z miejscowości w województwie zachodniopomorskim molestował seksualnie 13-letnią dziewczynkę. Według mediów miał ją podstępnie wywieźć od rodziców, więzić i gwałcić przez kilkanaście miesięcy. W jego komputerze śledczy mieli znaleźć także treści pedofilskie i korespondencję z innymi dziećmi. Mężczyznę aresztowano w 2008 roku, a w 2009 roku usłyszał wyrok ośmiu lat więzienia.

Obrońcy księdza Romana B. odwołali się od decyzji sądu i sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia. W sądzie duchowny miał przyznać się do kilkudziesięciu przestępstw seksualnych, ale zaprzeczał biciu ofiary i planowaniu działań z góry. Sąd podjął wówczas decyzję o zmniejszeniu kary do 4,5 roku leczenia psychiatrycznego na oddziale szpitalnym w zakładzie karnym. W 2010 roku wyrok został złagodzony o pół roku i ksiądz wyszedł na wolność dwa lata później.

Share