Jak wyglądały porody w czasach pierwszych Piastów?

Magiczne ziarna, zdolne przyciągać płód. Kawałek sera obłożony czarami. I nieustanna litania do Stworzyciela, by zechciał obdarzyć matkę zdrowym potomkiem… Jak wyglądały porody w czasach pierwszych Piastów?

Jak bardzo groźne były średniowieczne porody? Podobnie jak na wiele innych pytań odnoszących się do wydarzeń sprzed tysiąclecia, odpowiedzią musi był wymijające „to zależy”.

Śmierć tylko dla biedaczek

Szacuje się, że trakcie porodów lub w ich następstwie umierało w średniowieczu od 10 do 15 proc. kobiet. Tyle tylko, że na niebezpieczeństwo narażone były przede wszystkim wieśniaczki, grodzianki. Tragedie niemal nigdy nie dotykały księżnych i możnowładczyń.

Historycy zestawili odpowiednie dane w odniesieniu do dynastii Karolingów. Sprawdzono losy wszystkich znanych żon i córek królów z tego roku. A nawet – ich konkubin oraz kochanek. Okazało się, że żadna – podkreślam: żadna! – z tych kobiet nie straciła życia w związku z porodem.

W przeciwieństwie do chłopskich gospodyń, wysoko urodzone damy dysponowały czystymi komnatami, mogły liczyć na pomoc służby i dam dworu, a także – na zróżnicowaną i pożywną dietę.

Z najnowszych badań wynika, że najważniejszy był ten ostatni detal, bo krwawe żniwo wśród średniowiecznych matek zbierała głównie anemia, wywołana niedoborem żelaza i prowadząca do krwotoków.

Wróżenie… z rozmiaru piersi

Z ciążą wiązały się niezliczone przesądy i rytuały. O samym fakcie, iż kobieta jest brzemienna, miały na przykład świadczyć niezwykłe pragnienia kulinarne. Nie chodziło jednak wcale o nieopanowaną chęć spożywania kiszonych ogórków, ale raczej… węgla drzewnego lub ziemi.

Damy pragnące potajemnie pałaszować błoto należało karmić słodzonym bobem. Zabraniano również mówienia w towarzystwie ciężarnej o potrawach, do których ta nie miała dostępu. Opanowana niemożliwą do zaspokojenia żądzą kobieta mogłaby w takiej sytuacji poronić.

Średniowieczni specjaliści twierdzili także, że znają sposób na przepowiedzenie płci dziecka. Przykładowo, jeśli prawa pierś kobiety stawała się większa od lewej, miało to oznaczać, że jest w ciąży z synem. Jeśli było odwrotnie – powinna spodziewać się córki.

Bez akuszerek, położnych, lekarzy… ale z guślarkami!

Nie wiemy nic o tym, aby pierwsze chrześcijańskie władczynie Polski – Oda, Emnilda, albo Rycheza – badały swój biust w celu stwierdzenia, czy wydadzą na świat przyszłego następcę tronu, czy tylko mniej pożądaną córkę. Możemy natomiast z pewnymi szczegółami odtworzyć, jak wyglądały ich porody. To scena, którą parę lat temu zarysowałem w swojej książce pod tyłem „Żelazne damy” poświęconej kobiecej stronie początków Polski.

Za zamkniętymi wrotami sypialni władczyni zbierały się dwórki i posługaczki. Przez całe średniowiecze tradycją było rodzenie przy wsparciu szerokiej grupy bliskich osób. W żadnym razie nie było to wydarzenie traktowane jak coś intymnego lub prywatnego.

Po fakcie głośno o nim rozprawiano i roznoszono plotki. Nie wydaje się natomiast, by do środka wpuszczano mężczyzn – nawet samego księcia. U boku księżnej brakowało też specjalistów.

X czy XI wiek nie znał jeszcze profesji akuszerki, a i ginekologia funkcjonowała na absolutnym marginesie medycyny. Po kontynencie krążyły wprawdzie, kopiowane ze starożytnych traktatów, ilustrowane instrukcje radzenia sobie z sytuacjami, gdy dziecko w łonie jest ułożone w złej pozycji, ale wątpliwe, by dotarły one aż do Poznania lub Krakowa.

Jeśli ktoś wspierał polskie władczynie w tych trudnych chwilach, to najwyżej jakieś miejscowe zielarki czy zaklinaczki, szczycące się dekadami doświadczenia w przyjmowaniu porodów. W Niemczech tej epoki, pomimo setek lat chrześcijańskiego dziedzictwa, sytuacja wyglądała podobnie: tyle tylko, że zielarki odprawiały germańskie, nie zaś słowiańskie gusła.

Z magicznego wsparcia w momencie wydawania na świat nowego życia kobiety korzystały przez całe średniowiecze i to… przy cichej aprobacie Kościoła. Wiele zaklęć i tradycyjnych receptur zachowało się nie gdzie indziej, tylko w pobożnych księgach spisywanych przez mnichów!

Anna porodziła Marię, Maria porodziła Chrystusa… i tak w kółko

Ciężarna leżała obwieszona specjalnymi amuletami, może też podano jej do zjedzenia jabłko lub kawałek sera obłożone czarem zapewniającym łatwy poród. Przy jej nogach jedna z towarzyszek rozsypywała ziarna kolendry. Wierzono, że mają one moc przyciągania do siebie płodu.

Jeśli poród się opóźniał, władczyni mogła wziąć ziołową kąpiel lub wypić specjalny napar. Doradzano też chodzenie po sypialni – ruch miał skłaniać dziecko do rychlejszego wyjścia na świat. Na tę chwilę czekały ustawione przy łożu gąbki, bandaże, naczynia z ciepłą wodą. Wszystko to w półmroku, niezależnie, czy poród przypadał na godziny nocne, czy też na sam środek dnia.

Zgodnie z instrukcjami z epoki, ciężarna potrzebowała ciemności i ciepła. Niska temperatura i światło miały niechybnie prowadzić do komplikacji, szkodząc na równi matce i niemowlęciu. Nikt natomiast nie zalecał ciszy. Wręcz przeciwnie.

Przygotowując się do wydania dziecka na świat, chrześcijańska władczyni wsłuchiwała się w dobiegające zza ściany śpiewy. Kapelan i dworzanie czekający w sąsiedniej komnacie intonowali specjalne modlitwy. Zwłaszcza tak zwany „Peperit”. Najpopularniejszą średniowieczną litanię ułożoną z myślą o porodzie i przywołującą imiona biblijnych matek.

„Anna peperit Samuelem… Elisabeth Iohannem… Anna peperit Mariam, Maria peperit Christum…”. – rozlegało się przytłumionym echem przez całe kwadranse i godziny. Tak długo, jak tylko było trzeba.

.

.

.

.

.

Źródło: WielkaHistoria.pl

Share