Herbatka w październiku wkracza nie tylko na salony, ale również do sypialni. Kupmy jednak tą pakowaną luzem

Herbaty w torebkach odpowiadają za 9/10 wartości sprzedaży tego naparu w Polsce. Tymczasem do produkcji zdecydowanej większości z nich używa się uszczelniającego i nadającego kształt polipropylenu, który uwalnia około 11,6 miliarda mikroplastiku i 3,1 miliarda nanoplastiku do jednego kubka herbaty! Co to oznacza?

Takie liczby ujawniły najnowsze badania naukowców z McGill University w Montrealu, którzy zbadali aż cztery różne rodzaje herbat w torebkach.

Najpierw saszetki opróżnili, potem umyli i podgrzali w pojemnikach z wrzątkiem (95 stopni). Wykazali, że stężenie mikroplastiku znacznie przewyższa normę innych produktów spożywczych. Tymczasem oczyszczalnie ścieków nie są w stanie wyłapać tak małych zanieczyszczeń, więc zdecydowana większość mikroplastiku trafia do rzek, a potem do mórz i oceanów.

Mikroplastik jest więc w organizmach ryb (co zwiększa ich śmiertelność, a zmniejsza płodność) i tą drogą przedostaje się do organizmu człowieka. Nie oznacza to jednak, że wegetarianie są od niego wolni – mikrocząsteczki znajdują się również w soli morskiej, piwie i… właśnie tych nieszczęsnych torebkach herbaty. W aż 96 proc. z nich!

Nic więc dziwnego, że mikroplastik odkryto w ludzkim kale, a szacuje się, że połowa populacji ma te cząsteczki w sobie. Jak to wpływa na nasze zdrowie?

Nie udowodniono na razie negatywnego wpływu mikroplastiku na zdrowie. Na razie dowiedziono jedynie, że umieszczone w zanieczyszczonej nim wodzie rozwielitki wielkie (słodkowodne skorupiaki) „wykazały nieprawidłowości anatomiczne i behawioralne”. Możemy się spodziewać, że wkrótce odpowiednie badania zostaną przeprowadzone również na człowieku.

Torebki z bananów

Na szczęście firmy reagują na kryzys ekologiczny i związaną z nim coraz większą świadomość konsumencką. Na przykład brytyjska marka herbat Clipper ogłosiła, że wprowadza na rynek torebkę wykonaną w całości z naturalnych materiałów pochodzenia roślinnego (mieszanki abaki – wytrzymałego włókna wydzielanego z pochew liściowych banana manilskiego i biopolimeru wykonanego z niemodyfikowanego genetycznie materiału roślinnego, znanego jako PLA).

Póki co, zalecamy jednak kupowanie herbat pakowanych luzem, które – co przecież wiemy z doświadczenia – są również po prostu smaczniejsze od tych torebkowych. Są też na ogół nieco droższe, ale warto wiedzieć, że – jak wynika z raportu The Journal of Toxicology z 2013 roku – aż w 70 proc. tańszych testowanych herbat znaleziono niebezpiecznie wysokie stężenia cynku, w 44 proc. – aluminium, w niektórych fluor (w dużych ilościach szkodliwy dla kości i zębów), a także alkaloidy pirolizydynowe szczególnie groźne dla kobiet w ciąży i dzieci karmionych piersią.

Zdecydowanie lepiej więc zainwestować w swoje zdrowie, kubki smakowe i środowisko. Smacznego!

Share