Dwaj księża zgwałcili Ewę, ta zaszła w ciążę. „Byli wysłannikami Chrystusa”

Gwałt, który przeżyła Ewa został opisany w książce „Dzieci, które gorszą”. Dwóch księży, którzy mieli wspierać młodą kobietę w drodze do wiary, wykorzystali swoją pozycję i brutalnie ją potraktowali. Władze Kościoła starały się zamieść sprawę pod dywan.

Gwałt, który przeżyła 21-latka odbił się na jej psychice znamiennie. Ksiądz z rodzinnej parafii brutalnie wykorzystał jej naiwność. Pokrzywdzona chciała znaleźć wsparcie, gdy takie zaoferował jej inny duchowny, z USA, postanowiła skorzystać. Tam dokonała się kolejna straszliwa tragedia.

Gwałt i cierpienie. Brutalnie potraktowana przez dwóch księży Ewa przerywa milczenie

Artur Nowak opisał historię dziewczyny w swojej książce. „Dzieci, które gorszą” ujawniają kulisy władz kościelnych, które zbrodnie i występki duchownych próbują skrzętnie ukryć. Dlaczego kobieta zdecydowała się opowiedzieć o zajściu?

Znający bezradność i naiwność dziewczyny księża postanowili zgwałconą dziewczynę wysłać za ocean. Tam wykorzystał ją inny ksiądz – ponownie została zgwałcona. Wkrótce się okazało, że jest w ciąży. Mężczyzna przychodził do jej domu, kiedy chciał i bez zgody uprawiał z nią seks. Zagubiona nie potrafiła się bronić.

– W kurii bardzo mocno naciskali, żeby nie mówić o tym, że ojcem dziecka jest ksiądz. Radzili, żebym znalazła jakiegoś mężczyznę. Mówili, że on pewnie pokocha mnie i dziecko i wszystko będzie dobrze. Jakoś się ułoży – zdradziła autorowi książki kobieta.

W przekonaniu wielu ksiądz okazuje się najlepszym przyjacielem młodego człowieka. Wychowani w naiwności do moralności duchownych, właśnie ci młodzi, darzą księży bezgranicznym zaufaniem. Taką zażyłość łatwo wykorzystać.

Zdaniem autora książki, księża przekazywali sobie dziewczynę z rąk do rąk, bawiąc się nią jak zabawką. Gdy się okazało, że o własnej tragedii zaczęła mówić głośno, ci chcieli ją uciszyć. Wysyłali ją w różne, oddalone od siebie miejsca, prosząc by ta nie zdradzała, że ojcem jej dziecka jest jeden z nich.

Nie broniła się, nie płakała. Nie umiała wytłumaczyć, czy to, jakiej winy z rąk księdza doznała było dobre czy złe. W jej ocenie duchowny był „wysłannikiem Chrystusa”. Nie mógł jej przecież skrzywdzić.

– Pochodzę z małej podhalańskiej miejscowości. Mieszkańcy tego regionu to osoby bardzo mocno związane z Kościołem. W naszej parafii nic się nie działo, dopóki do mojej miejscowości nie przyjechał ksiądz, który chciał bardzo dużo robić dla młodzieży. To on mnie wykorzystał – powiedziała w książce „Dzieci, które gorszą”.

Dziś Ewa mieszka w Stanach Zjednoczonych. Wychowuje już niemal dorosłą córkę. Przyznaje, że księża którzy ją skrzywdzili nadal pełnią ważne funkcje w Kościele. Gdy była już w ciąży najbardziej pomogli jej zwykli ludzie z organizacji kościelnych. Wierzyć nie przestała, ale kościół odwiedza rzadko.

Share