Część programu – również dotycząca ochrony życia – ma zostać przedstawiona wkrótce

Prawo i Sprawiedliwość nie przedstawiło jeszcze swojego programu wyborczego. Partia rządząca ma to robić stopniowo, choć niewykluczone, że ostatecznie cały dokument zostanie lada dzień położony na stół. W programie będzie mowa o ochronie życia. Jeśli PiS wygra wybory, to w drugiej kadencji rządów może wprowadzić zakaz tzw. aborcji „eugenicznej”.

Konwencja Zjednoczonej Prawicy w Lublinie, ubiegły weekend. Prezes PiS mówi o tym, co jego partii jest szczególnie bliskie: o konserwatywnych i chrześcijańskich wartościach.

– Nasz system wartości jest skonstruowany wokół tego, co wszyscy, jak sądzę, traktujemy jako najważniejsze – wokół przyrodzonej godności człowieka i jego życia – przekonuje Jarosław Kaczyński.

Jak tłumaczy w długim wywodzie prezes: – Człowiek, żeby być godnym, musi żyć. Ochrona życia jest przez nas traktowana bardzo szeroko. To jest ochrona przed różnego rodzaju opresjami, także ze strony własnego państwa.

Ale to jest także ochrona przed eutanazją, przed aborcją na życzenie, przed całą tą ideologią, która dzisiaj wartość ludzkiego życia podważa.

Kilka dni później. Sztabowcy PiS na zamkniętym spotkaniu z dziennikarzami mówią o głównej linii ideowej kampanii obozu Zjednoczonej Prawicy. Ma ona być oparta na przekazie: wolność, solidarność, tożsamość, godność oraz szacunek dla życia i rodziny.

– Te wartości są zawarte w naszym programie, to oczywiste – mówi nam polityk PiS.

Jak słyszymy, w nieprzedstawionym wciąż opinii publicznej dokumencie programowym ma być zawarty punkt dotyczący zakazu aborcji „eugenicznej”. A więc PiS – o ile wygra wybory parlamentarne i zdobędzie potrzebną większość – może w kolejnej kadencji zaostrzyć prawo dotyczące aborcji. Obowiązuje ono od 1993 roku.

W Polsce przerwanie ciąży, czyli aborcja, dopuszczone jest przez prawo tylko w trzech wyjątkowych przypadkach: jeśli „ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej”; jeśli „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”; jeśli „zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego”.

W ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży jak do tej pory zmian nie wprowadzała żadna władza. Teraz może się to zmienić.

Aborcja „eugeniczna”. Poparcie dla zakazu, ale bez działania

PiS przez lata obawiał się powracającego co jakiś czas tematu zmian w prawie dotyczącym aborcji. Jarosław Kaczyński pamięta, ile krwi napsuły PiS tzw. „czarne marsze”. Były momenty, gdy dziesiątki tysięcy kobiet – przy wsparciu mężczyzn – wychodziły na ulice całej Polski protestować przeciwko zaostrzeniu ustawy z 1993 roku. Skutecznie.

PiS – jak podkreślali komentatorzy po wystąpieniu Kaczyńskiego w weekend – nie spełniło przez cztery lata najbardziej umiarkowanego spośród postulatów środowisk określających się jako pro life. A więc właśnie nie zakazał aborcji „eugenicznej” – a tego domaga się Kościół, wspierający organizacje „za życiem”.

Partia rządząca od zawsze w tej sprawie lawirowała. Najważniejsi politycy tej partii – na czele z prezydentem Andrzejem Dudą, premier Beatą Szydło czy prezesem Jarosławem Kaczyńskim – publicznie deklarowali: jesteśmy za zakazem aborcji „eugenicznej”. Tyle że kiedy projekty środowisk pro life zaostrzające prawo pojawiały się na sejmowej agendzie, PiS „zamrażało” je w podkomisji.

Niektórzy z polityków Zjednoczonej Prawicy podejmowali konkretne działania. W maju ubiegłego roku Zbigniew Ziobro uznał aborcję wykonywaną ze względów eugenicznych za niezgodną z polską konstytucją.

Jak twierdził minister sprawiedliwości, „aborcja jest niezgodna z konstytucją, bo ustawa chroni wartości takie jak życie i godność człowieka, także w prenatalnej fazie rozwoju”. W piśmie do Trybunału Konstytucyjnego dodano, że „słabsza ochrona dziecka nienarodzonego, obciążonego istotnymi wadami genetycznymi lub nieuleczalną chorobą wydaje się być uzasadniona jedynie względami eugenicznymi, co jak już powiedziano, nie znajduje umocowania w Konstytucji”.

Prezydent Duda już w 2017 r. zapowiedział, że złoży swój podpis pod ustawą zabraniająca przerywania ciąży „z powodów eugenicznych”.

Póki co temat aborcji w kampanii parlamentarnej się nie pojawiał. Jeśli chodzi o tematy światopoglądowe, dominuje dyskusja o prawach osób LGBT i „obronie rodziny”.

Dlaczego PiS nie pokazał dotąd całego programu, tak jak zrobiła to choćby Koalicja Obywatelska? Bo nie chce „rozmydlać” przekazu i dyskusji o kluczowych postulatach partii rządzącej – czyli „hattricku Kaczyńskiego”. Obecnie – dzięki takiej właśnie decyzji sztabu wyborczego PiS – głównym tematem w kampanii jest pensja minimalna i propozycje dla przedsiębiorców.

Pozostała część programu – również dotycząca ochrony życia – ma zostać przedstawiona wkrótce.

Paliwo dla lewicy

Oczywiście planom PiS najmocniej sprzeciwiać się będzie Lewica.

– Termin aborcja „eugeniczna” jest nagminnie używany przez polityków prawicy na określenie przerywania ciąży z powodu nieuleczalnych wad genetycznych zagrażających życiu płodu. Jest to celowa manipulacja mająca służyć propagandzie, używana po to, by urobić opinię publiczną, by wywołać skojarzenie z czasami nazizmu – mówi WP rzeczniczka SLD Anna-Maria Żukowska.

Nasza rozmówczyni tłumaczy, że „eugenika była koncepcją doskonalenia człowieka jako gatunku poprzez selektywne rozmnażanie osobników o pożądanych cechach oraz eliminowanie z puli genetycznej osób o cechach niepożądanych”. – Przerywanie ciąży, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony, nie ma na celu „doskonalenia gatunku” ani eliminowania jakichś cech, tylko uniknięcie przyszłego cierpienia dziecka, które urodzi się z potwornymi wadami i cierpienia jego rodziców – mówi nam Żukowska.

Jak twierdzi rzeczniczka Lewicy: – Jeżeli PiS zamierza wprowadzić te przepisy, to spotka się z takim samym oporem społecznym, jak przy Czarnym Proteście.

Share