„Chcemy dotrzeć do niezdecydowanych”: 7 kobiet jeździ po bazarach i uświadamia o … PiS

Dziwki Schetyny, LGBT, stare k**wy, idiotki, świruski – te wyzwiska to ich codzienność. Ale oprócz tego są uściski rąk, przytulenia, buziaki i słowa solidarności.

Prawdziwa karuzela reakcji i emocji. – To bardzo ciężka i niewdzięczna robota, ale daje nam przyjemność – mówi Ewa Kruszyńska, liderka grupy Błysk Budzik, która jeździ na bazary w małych miasteczkach, by zachęcać mieszkańców do głosowania na opozycję.

Z Ewą Kruszyńską i Lucyną Foltyn, które zgodziły się, bym przez jeden dzień obserwowała ich działalność, spotykam się w pochmurny środowy poranek w okolicach łódzkiego dworca PKP. Panie szybko zgarniają mnie do samochodu Ewy i od razu ruszamy do Zelowa, kilkutysięcznej miejscowości w województwie łódzkim. Na miejscu ma dołączyć reszta grupy.

7 kobiet

Siedem kobiet – obywatelek ulicznych, jak same się nazywają – tylko wyjątkowo zapuszcza się poza województwo. Chodzi przede wszystkim o czas i energię. Członkinie grupy Błysk Budzik to kobiety 50+, ale część z nich nadal pracuje zawodowo lub ma inne obowiązki. Wypad do miejscowości w okolicach Łodzi zabiera tylko jeden dzień. A wyjazdów jest sporo. Średnio jeden w tygodniu, a w okresie wyborczym dwa lub nawet trzy. I tak od trzech lat.

Oprócz Ewy Kruszyńskiej i Lucyny Foltyn w skład grupy Błysk Budzik wchodzą Jolanta Filipczak, Dorota Makaruk, Magdalena Wójcik, Bożena Musiał i Elżbieta Zybert. Najstarsza z nich ma 78 lat. Poznały się dzięki Komitetowi Obrony Demokracji, Czarnemu Protestowi i… mieszkaniu w sąsiedztwie. Nie zawsze podróżują w komplecie – w Zelowie pojawią się Jolanta, Dorota i Magda. Zazwyczaj jeżdżą w piątkę, tak by zmieścić się w jednym aucie.

– Kto za to wszystko płaci? – pytam, gdy próbuję oszacować w głowie koszt paliwa i amortyzacji samochodu przez te kilkadziesiąt miesięcy. – Soros! – śmieją się Ewa i Lucyna. Po chwili Kruszyńska mówi już na serio, że za pieniądze, jakie włożyła w Błysk Budzik w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy, mogłaby pojechać na fajne, zagraniczne wakacje. – My jako szare członkinie zrzucamy się po 20 zł tygodniowo, żeby Ewa nie była aż tak stratna – dodaje Lucyna.

W ciągu godzinnej podróży do Zelowa Ewa opowie, jak wpadła na pomysł, by zacząć jeździć po małych miejscowościach (lokalny KOD, w którym uczestniczyła, przekonywał przekonanych), skąd wzięła się nazwa (Błysk – jak flash mob, Budzik – bo chodzi o budzenie ludzi) i o swojej sprawie w sądzie (pozwała ją policjantka z Łowicza niezadowolona z tego, że Ewa zrobiła na Facebooku transmisję live z tego, jak ją legitymowała podczas jednego z wyjazdów).

.

Lucyna za to przedstawi paletę reakcji, z jakimi spotyka się Błysk Budzik w terenie. Gdy trafiamy na bazar w Zelowie mogę przekonać się, że nie koloryzowała.

Nadzieja i beton

Ewa parkuje tuż przy targowisku. Kobiety wyciągają z bagażnika materiały, które będą rozdawać kupcom i ich klientom – ulotki profrekwencyjne i “Bibułę”, która ma informować o aferach partii rządzącej. – Nie tracimy czasu na pisowski beton. Chcemy dotrzeć do niezdecydowanych – mówi Lucyna. Dodaje, że chodzi też o dodanie otuchy zwolennikom opozycji, którzy mieszkają w mniejszych miejscowościach. – Żeby nie tracili nadziei i poszli na wybory, bo każdy głos się liczy – tłumaczy.

.

Na miejscu pojawiają się Jolanta, Dorota i Magdalena. Przyjeżdżają samochodem Andrzeja Kuleszy – do auta jest doczepiony tzw. Liść Demokracji. To praca niemieckiego artysty przedstawiająca liść (demokrację) obgryzaną przez szkodniki (polityków). Nazwiska zagranicznych przywódców przypisane do robaczków zostały zastąpione polskimi. Pan Andrzej będzie krążył autem wokół bazaru przez cały czas trwania akcji Błysk Budzik, nie może bowiem na nim zaparkować.

– Zazwyczaj się skrzykujemy, żeby jeździć w te same miejsca w tym samym czasie. Dla wzmocnienia efektu – mówi Andrzej. Tłumaczy, że pojawienie się Liścia to w małej miejscowości duże wydarzenie, a przejechał już tysiące kilometrów. Za paliwo i konserwację instalacji płaci sam. Ile za to wszystko zapłacił? – Nie liczę. Po prostu tankuję i jadę – ucina Andrzej.

Gdy członkinie grupy Błysk Budzik dzielą się przy samochodzie materiałami do rozdania, Lucyna korzysta z okazji i wręcza ulotkę sędziwemu przechodniowi, który przygląda im się z zainteresowaniem. – Jest pan dojrzałym wyborcą, więc nie muszę panu mówić, że trzeba być dobrze poinformowanym – mówi kobieta.

Starszy mężczyzna przyjmuje ulotkę z uśmiechem. Budzikowiczki ruszają w stronę bazaru. Wszystkie mają na sobe czerwone spodnie lub spódnicę (Dorota). – To dla bezpieczeństwa, żebyśmy się szybko mogły znaleźć w tłumie – wyjaśnia Magdalena.

Jolanta dodaje, że raz doszło do poważnych rękoczynów – jakiś nacjonalista uderzył pięścią w brzuch jedynego mężczyznę, który był kiedyś zaangażowany w działalność grupy. – Potem przestał się udzielać, ale nie z tego powodu. Za bardzo się denerwował tym, że jesteśmy nękani przez policję – tłumaczy Ewa. Kobiety były popychane lub szarpane wielokrotnie.

.

Kto tam jest prezydentem?

Przed bramą ulotkę chętnie bierze klient obładowany zakupami. – Ja pani powiem, jak było w Smoleńsku – mówi niespodziewanie do Ewy. – Ten pilot miał dwójkę małych dzieci. Wtedy się nie popełnia samobójstwa. Więc co to było…? Rozkaz! – wykłada swoją teorię na temat wypadku lotniczego z 10 kwietnia 2010 roku.

Po wejściu na targowisko grupa się rozprasza – tak, by dotrzeć do jak największej liczby ludzi, ale nadal mieć się w zasięgu wzroku. Niewykluczone, że w razie czego trzeba będzie ruszyć z pomocą. Do takiej sytuacji zresztą dochodzi, a osobą interweniującą będę ja.

.

Jeden z handlarzy, który szybko okazuje się zwolennikiem PiS, na próbę wręczenia mu opozycyjnej ulotki reaguje agresją. Zaczyna napierać na Lucynę wykrzykując, że śmierdzi. Demonstracyjnie zatyka nos, prawie na nią wchodzi. Mimo że miałam tylko obserwować, odgradzam Budzikowiczkę od agresywnego mężczyzny. Pan trochę studzi emocje (choć cały czas dogaduje słowami, które nie nadają się do zacytowania), odciągam Lucynę za rękaw w inną stronę.

To wyjątkowo negatywna reakcja. Sposobów, w jaki mieszkańcy Zelowa reagują na obecność kobiet i ich materiały jest kilka. Od entuzjazmu (“no nareszcie!”), przez stonowaną życzliwość (“dobrze, że jesteście”), obojętność i symetryczną wrogość (“dawno wylogowałam się z polityki”, “wszyscy politycy to złodzieje!”, “sędzie kradną!”), po reakcje odmowne (“już ja wiem na kogo głosować”).

– Za jakim politykiem wy te ulotki rozdajecie? – pyta z wahaniem czterdziestoparoletnia klientka bazaru prowadząca rower. – Za żadnym. To ulotki za tym, by głosować na opozycję, a konkretnie na kogo, czy z Koalicji czy z Lewicy, to już kwestia pani wyboru – odpowiada Dorota. Kobieta w końcu bierze ulotkę.

Na oko sześćdziesięcioletni pan w wiatrówce przyjmuje „Bibułę” od razu i sam z siebie deklaruje, że zagłosuje na Klaudię Jachirę, kandydatkę Koalicji Obywatelskiej. – Przystojna kobieta. Nie ma dużo rozumu, ale ma mój głos – oświadcza z uśmiechem. – A idźcie z tym LGBT – opędza się od ulotek staruszka. To słowo jako wyzwisko pada jeszcze przynajmniej kilka razy.

Jolanta wyciąga materiały w stronę innej, wysokiej kobiety. – Dla mnie nie warto – mówi kobieta. Zanim Budzikowiczka zdąży nabrać powietrza, by zapytać dlaczego (wszystkie członkinie grupy wchodzą w dyskusję), kobieta dodaje, że i tak głosuje na opozycję, więc lepiej dać ulotkę komuś, kogo dopiero trzeba przekonać. – Ale może pani dać ulotkę znajomym lub sąsiadom – podpowiada Jolanta. Kolejna ulotka wędruje w ręce mieszkanki Zelowa.

Niektórzy odmawiają wzięcia ulotki z komentarzem, że nie interesują się polityką. – To polityka zainteresuje się panem! – ripostuje Magda jednej z takich osób. Część potem zgadza się wziąć materiały, ale niektórzy tylko machają ręką i idą dalej.

Są i tacy, którzy na samą wieść o tym, że to ulotki opozycyjne, wpadają w złość. – Będę głosować na PiS, bo mi się poprawiło! – mówi starszy pan przed straganem z ubraniami. – Co się panu poprawiło? Sekskamienica Banasia się panu podoba? – pyta Lucyna. – Samopoczucie. Samopoczucie mi się poprawiło! – odpiera dobitnie starszy pan.

Wśród kupców i klientów bazaru przeważają ludzie po pięćdziesiątce, zdarzają się jednak i młodzi ludzie. Gdy członkinie z Błysk Budzik rozdają ulotki, podsłuchuję rozmowę mijających je kobiet z dziećmi w wózkach, która brzmi jak scenariusz kampanii profrekwencyjnej. – Idź na wybory – mówi jedna. – A może i pójdę. A kiedy? – pyta druga. – 13 października. To ważne. Na tym polega demokracja – odpowiada pierwsza kobieta.

Ewa, którą doganiam w jednej z alejek, mówi, że często to właśnie Błysk Budzik uświadamia ludzi, jakie afery ma na koncie PiS. – O nagrodach dla rządu słyszeli, o lotach Kuchcińskiego też. Ale o świeżych rzeczy, z ostatnich kilku tygodni, to już nie. TVP im o tym nie powie. My im o tym mówimy – opisuje.

Ale reakcje na to uświadamianie też są różne. Podchodzi wzburzona Lucyna. – Właśnie rozmawiałam z taką starszą panią. Kościół to, PiS tamto. I ona mówi, że afera Banasia ją nic nie obchodzi – opowiada.

Finał

Po godzinie zaczynają się kończyć materiały, ale i ludzie, do których jeszcze nie zagadały Budzikowiczki. – To dla nas znak, że czas się zbierać – mówi Magdalena. Targowisko pustoszeje, handlarze zaczynają zwijać towar. Jest po dziesiątej. Ewa, Dorota, Jolanta, Lucyna i Magdalena stają przed bramą bazaru czekając na Andrzeja od Liścia Demokracji.

– Do lekarza! Albo lepiej do księdza! – wykrzykuje w ich stronę przechodzący obok mężczyzna w średnim wieku. Zamieszaniem interesuje się ubrana w czerwony polar mieszkanka Zelowa, pani Halina, jak się okazuje, wyborczyni opozycji. Prosi o przypinkę i chętnie pozuje do zdjęcia. – Pewnie, że idę na wybory, ja to polską patriotką jestem! – mówi takim tonem, jakby to była oczywista oczywistość.

Gdy nie ma już nic do rozdania, między Budzikowiczkami zaczyna się pierwszy tego dnia spór: do jakiej kawiarni wstąpić w drodze powrotnej do Łodzi. Po długich deliberacjach pada na lokal w Łasku, gdzie panie podsumują dzisiejszą akcję (oceniają ją bardzo pozytywnie) i uzgodnią następne działania (wpisują do kalendarza daty następnych wyjazdów w teren).

– Po wyborach kończymy z Budzikiem. Jeśli wygra opozycja, nie będzie takiej potrzeby, jeśli PiS, nie chcę pójść siedzieć – mówi Ewa Kruszyńska. Lucyna jednak wątpi w trwałość tego postanowienia. – Ona tak długo nie wytrzyma. Ile to potrwa – kilka tygodni? – kwituje zadziornie, mrugając okiem.

Share