Andrzej Duda uwalnia Polskę od postkomunistów i sędziów nawet w kościele i w szkole

Nie tylko podczas przemówienia w kościele z okazji rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych prezydent Andrzej Duda tropił skorumpowanych sędziów i ich powiązania z komunistami. O wielkiej wadze batalii przekonywał także słuchaczy III Liceum Ogólnokształcącego im. Marynarki Wojennej RP w Gdyni, gdzie rozpoczął rok szkolny.

Obydwa przemówienia Andrzeja Dudy – ostatniego dnia sierpnia w Gdańsku i pierwszego września w Gdyni – sprawiały wrażenie, jakby prezydent za wszelką cenę chciał przekonać wszystkich do słuszności reformy sądownictwa – nawet siebie.

Jak stwierdził Rafał Kalukin, publicysta „Polityki” w rozmowie z TVN24, historie o tym, jak Jaruzelski doszedł do władzy i jak rozkradziono Polskę, kompletnie nie pasowały do święta, jakim jest rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych, która powinna łączyć Polaków, a nie dzielić.

Nawet Mateusz Morawiecki w wystąpieniach upamiętniających wybuch II wojny światowej wzywał do jedności, nie zemsty.

Antykomunistyczny rok szkolny

Być może prezydent nawet nie planował opowiadać nastolatkom o komunie, ale wytrąciły go zapewne z równowagi okrzyki „Konstytucja!”, które dobiegały spod budynku szkoły. Manifestację zorganizowali aktywiści z KOD w proteście przeciwko reformie sądownictwa.

– To, że przeszkadzają nam tutaj, to oznacza dokładne zaprzeczenie tego, co ci państwo krzyczą; są tutaj, ponieważ konstytucja jest przestrzegana, ich wolność zgromadzeń, ich wolność wyrażania swoich poglądów, są tutaj, ponieważ przestrzegana jest demokracja – podkreślił Andrzej Duda.

Choć prezydent zaznaczył też, że sobotnie uroczystości odbywają się w Gdyni, którą „zbudowała II Rzeczpospolita” i która „walczyła przeciwko komunistom w 1970 r.”.

– I wierzę w to głęboko, że większość mieszkańców Gdyni jest oburzona, że do dzisiaj w Sądzie Najwyższym orzekają ludzie, którzy w stanie wojennym wydawali wyroki na podziemie, są i to zostało udowodnione. Wierzę w to, proszę państwa, że będziemy mieli silną, wolną i sprawiedliwą Polskę, silną, wolną i sprawiedliwą, wolną od komunistów i postkomunistów – oświadczył prezydent.

Jego słowa spotkały się ze wzburzeniem części osób biorących udział w uroczystości. Niektórzy z nich zaczęli skandować „konstytucja”.

Tu Porozumienia Sierpniowe z roku 1980, a prezydent o politycznej bieżączce

Porozumienie Solidarność podpisała w 1980 r., ale prezydent Andrzej Duda wybiegł nieco do przodu. – W 1989 r. nastąpiła w Polsce bezkrwawa rewolucja. Płacimy jednak za to cenę, którą są choroby drążące nasze państwo.

W SN wciąż orzekają sędziowie, którzy skazywali ludzi niepodległościowego podziemia – mówił prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 38. rocznicy Sierpnia’80 w kościele św. Brygidy.

– Można się zgadzać z różnymi koncepcjami i teoriami, ale fakty są takie, że w Polsce nastąpiła bezkrwawa w zasadzie rewolucja – powiedział Duda.

– Nie strzelano do ludzi na ulicach tak, jak tutaj w Gdańsku, w Gdyni w 1970 roku. Nie ma dzisiaj dziesiątków, setek, czy tysięcy krzyży nad mogiłami młodych ludzi, którzy tak, jak ja wtedy, mieli po 17-18 lat i którzy być może byliby gotowi walczyć o wolną Polskę z bronią w ręku – wskazywał prezydent. Dodał, że płacimy za to cenę – jest to właśnie „choroba” w Sądzie Najwyższym.

Podkreślił, że prawda na ten temat „wychodzi na jaw” dopiero teraz, po 30 latach. Według niego w SN są ludzie, którzy uczestniczyli w „komunistycznym aparacie represji”, będąc wówczas m.in. w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie – jak mówił prezydent

– „jedna z osób nadzorowała, czy prawodawstwo stanu wojennego jest we właściwy sposób wdrażane i składała z tego raporty do Komitetu Centralnego” PZPR. Wyraził też pogląd, że żaden z ówczesnych „zbrodniarzy w zasadzie nie odpowiedział za swoje czyny”.

Chora Polska

Prezydent powiedział też, że Polska po 1989 roku nie była „zdrową Polską”. – To nie była zdrowa Polska, jeżeli polski parlament, niby po przełomie, wybiera komunistycznego dyktatora na pierwszego prezydenta III Rzeczpospolitej – wskazywał. Jak zauważył, za wyborem gen.

Wojciecha Jaruzelskiego głosowali wówczas także ludzie, którzy „byli zaangażowani w przywracanie nam wreszcie wolności”.

– Czy można więc mówić, że była to Polska w pełni wolna? – pytał Duda. – Nie była – ocenił. Przekonywał, że „ślady tych skażeń”, które wtedy powstały, są do dziś w polskiej gospodarce czy wymiarze sprawiedliwości. – I muszą być konsekwentnie usuwane. I wierzę w to, że będą – powiedział prezydent.

Za jedną z takich „skaz podszytych komunistycznym chichotem” uznał likwidację Stoczni Gdańsk. – Człowiek taki jak ja, pochodzący z drugiej strony Polski, wychowany na legendzie, na wielkim micie Solidarności przyjeżdża do Gdańska i w miejscu, gdzie jest ta świątynia, ta kolebka Solidarności widzi chaszcze i gruzy.

Czy to nie jest także symbol tej zmieniającej się Polski, że nie każda zmiana, która tutaj następowała, była zdrowieniem, że niektóre były chorobą? – pytał Duda.

Jak podkreślił, wszystkie te choroby trzeba dziś wreszcie wyleczyć. – I jeżeli ktoś dzisiaj pyta co to znaczy Polska, to ja powiem głośno: chcę, żeby Polska to była właśnie solidarność, niezłomnie, spokojnie krocząca w przyszłość, budująca sprawiedliwość, będąca razem i wspólnie – zaznaczył.

Strzał w opozycję

Prezydent pytał też, „gdzie byli przeciwnicy obecnej władzy, protestujący, niby broniący konstytucji, wtedy, kiedy nie było żadnej pomocy dla rodziny i kiedy następowała coraz większa pauperyzacja i kiedy bezrobocie było ponad 10 procent?”.

– Gdzie oni wtedy byli? Gdzie byli, kiedy likwidowano stocznię gdańską? Wtedy uważali, że wszystko jest w porządku? – dopytywał Duda.

– Gdzie byli, kiedy na „umowach śmieciowych” budowano liberalną gospodarkę, odbierając ludziom chleb i spokojne życie w ten sposób. Gdzie byli? Byli częścią tak kształtowanego systemu – powiedział Andrzej Duda. Wyraził pogląd, że taki system państwa nie odpowiada zapisanej w konstytucji deklaracji, że jego system gospodarczy ma być systemem społecznej gospodarki rynkowej. Przy okazji pochwalił 500+.

Share