„Ujawniono szokującą prawdę”: Najpilniej strzeżona tajemnica Watykanu

Kręgi rozpusty w Watykanie! – Niektórzy wysoko postawieni duchowni Kościoła katolickiego, którzy atakowali homoseksualizm, sami są gejami – uważa francuski dziennikarz i socjolog Frederic Martel. Podczas swojego kilkuletniego śledztwa, którego wyniki opisał w książce „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, Martel ujawnia kulisy tego, co dzieje się za Piżmową Bramą, gdy nikt nie widzi. Szczegóły są szokujące!

Francuski socjolog Frederic Martel rozmawiał z kilkudziesięcioma kardynałami oraz setkami biskupów i księży. Wśród nich znaleźli się zdeklarowani homoseksualiści, którzy odsłonili przed nim świat wielkiej szafy, w której ukrywają się księża geje, i dzięki którym poznał najpilniej strzeżone tajemnice Watykanu i Kościoła na całym świecie. Również w Polsce.

Podczas swojego kilkuletniego śledztwa, którego wyniki opisał w książce „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie” (wyd. Agora), Frederic Martel dotarł do kulis skandalu, który Watykan przez wiele lat starał się zataić.

.

– On należy do parafii – prałat konspiracyjnie szepcze mi do ucha. Pierwszą osobą, która użyła tego zaszyfrowanego zwrotu w rozmowie ze mną, był pewien arcybiskup kurii rzymskiej. – Ten zdecydowanie jest „czynny”. Jest „z parafii” – mówił cicho, lecz z naciskiem, zdradzając zwyczaje byłego „ministra” Jana Pawła II, słynnego watykańskiego kardynała, którego i on, i ja dobrze znamy.

Godzina sławy w epoce Jana Pawła II

– W Watykanie nazywa się go Platinette i wszyscy podziwiają jego brawurę! – mówi mi Francesco Lepore. To przezwisko pochodzi od słynnej drag queen z włoskiej telewizji lubującej się w platynowoblond perukach. Bawią mnie te pseudonimy, którymi obdarza się we własnym gronie wielu kardynałów lub biskupów. Nic nie zmyślam, zadowalam się przywołaniem tego, co ujawniło mi wielu księży z kurii. Złośliwość w łonie Kościoła jest bowiem okrutniejsza niż poza nim.

Pewien wpływowy dyplomata mówi mi o innym kardynale, który ma przezwisko La Mongolfiera. Skąd się ono wzięło? Podobno miał „imponujący wygląd, dużo pustki i mały udźwig” – wyjaśnia mój informator, kładąc nacisk na zarozumiałość i wyniosłość tej osoby, „takie konfetti, które uważa się za mongolfierę”.

Kardynałowie Platinette i La Mongolfiera mieli swą godzinę sławy w epoce Jana Pawła II, obydwaj pozostawali z nim zresztą w bliskich kontaktach. Stanowią część tego, co można by nazwać pierwszym „kręgiem rozpusty” wokół ojca świętego. Istnieją też inne kręgi wyuzdania skupiające praktykujących homoseksualistów, stojących jednak niżej w hierarchii.

Wśród osób pozostających w bliskich kontaktach z Janem Pawłem II heteroseksualni hierarchowie są rzadkością, a jeszcze większą rzadkością jest wierność ślubowi czystości.

Tu przed dalszymi rozważaniami potrzebne jest jeszcze wyjaśnienie dotyczące ułomności kardynalskich, które ujawnię. Kim jestem, by osądzać? Raz jeszcze próbuję nie być sędzią, bowiem nie tyle zależy mi na „wyautowaniu” żyjących księży, ile na opisaniu systemu.

Dlatego nazwiska tych dwóch hierarchów pozostają ukryte. W moich oczach ci kardynałowie, ci biskupi, ci księża mają oczywiste prawo, aby mieć kochanków i pogłębiać swoje skłonności, nabyte lub wrodzone.

Dla mnie, niebędącego katolikiem, obojętne jest, czy złamią śluby czystości, czy znajdą się w moralnym konflikcie z regułami swojego Kościoła. Jeśli zaś chodzi o prostytucję tak częstą w tej grupie, to we Włoszech jest ona legalna i wydaje się, że nieźle tolerowana przez prawo kanoniczne stosowane w eksterytorialnej stolicy apostolskiej.

Można kwestionować jedynie ich niezgłębioną hipokryzję; tylko taki jest cel tej książki, potwierdzającej, że nieomylność papieża przeradza się w bezkarność, jeśli dotyka obyczajów jego otoczenia.

O ich „garsonadach” opowiadali mi ich asystenci, współpracownicy, a także współbracia w kardynalstwie. Rozmawiałem nawet z Platinette w stolicy apostolskiej i mogę poświadczyć jego brawurę: chwycił mnie za rękę, po czym długo i zdecydowanie ściskał przedramię, nie puszczając ani na chwilę. Nie posunął się jednak dalej.

Wejdźmy zatem do tego równoległego świata, gdzie występek zostaje wynagrodzony proporcjonalnie do wybryku. Czy to nie dla tego rodzaju praktyk Anglicy mają śliczne powiedzenie: „They lived in squares and loved in triangles” [gra słów: żyją przy placach (w kwadratach) i kochają w trójkątach – przyp. red.].

W każdym razie kardynałowie La Montgolfiera i Platinette, do których dołączył wkrótce pewien biskup jego pseudonim miłosiernie pominę są trójką stałych klientów rzymskich męskich prostytutek, z którymi zabawiają się w czworokąt.

Immunitet dyplomatyczny

Czy La Montgolfiera i Platinette dużo ryzykują, prowadząc tak rozwiązłe życie? Można by tak myśleć. Tymczasem jako kardynałów chroni ich immunitet dyplomatyczny, a poza tym jako przyjaciele papieża i jego ministrowie cieszą się szczególnymi względami na najwyższych szczeblach Watykanu. Zresztą, któż może ich wydać?

To czasy, gdy afery seksualne jeszcze nie zapaskudziły Watykanu: prasa włoska rzadko pisze na te tematy, świadkowie milczą, życie prywatne kardynałów jest wciąż nienaruszalne. Jeśli chodzi o media społecznościowe, to one jeszcze nie istnieją, zmienią przekaz medialny dopiero po śmierci Jana Pawła II.

Gdyby istniały już wtedy, kompromitujące filmiki, wyraźne zdjęcia byłyby prawdopodobnie publikowane na Twitterze, Instagramie, Facebooku czy YouTubie. W tamtym czasie wystarczał jednak dobry kamuflaż.

Aby uniknąć plotek, La Montgolfiera i Platinette stosują jednak pewne środki ostrożności: wymyślają skomplikowany system wyszukiwania męskich prostytutek przez potrójny filtr.

Oni sami zgłaszają swoje potrzeby do „dżentelmena Jego Świątobliwości”, mężczyzny świeckiego, żonatego, prawdopodobnie heteroseksualnego, który w przeciwieństwie do swych zleceniodawców miał inne priorytety niż homoseksualizm.

Macza palce w wielu wątpliwych pakietach finansowych, a to, czego potrzebuje w zamian za oddawane usługi, to przede wszystkim solidne poparcie na szczycie kurii i wizytówki.

Za znaczną rekompensatę „dżentelmen Jego Świątobliwości” kontaktuje się z innym pośrednikiem o pseudonimie Negretto, śpiewakiem z Nigerii, przez lata członkiem chóru watykańskiego, który z czasem stworzył wielką siatkę seminarzystów gejów, escort boyów i męskich zagranicznych prostytutek. To prawdziwy system rosyjskich babuszek znajdujących się jedna w drugiej, bo Negretto kontaktuje się z trzecim pośrednikiem, który służy mu jako przekaźnik i naganiacz.

System „dżentelmeński”

Werbuje się zewsząd, na przykład imigrantów, którzy potrzebują zezwolenia na pobyt: „dżentelmen Jego Świątobliwości” obiecuje interweniować w sprawie papierów, jeśli okażą „zrozumienie” (wykorzystuję tu informacje pochodzące z protokołów spisanych z podsłuchów telefonicznych założonych przez włoską policję, a dołączonych do akt procesu, który toczył się w wyniku tej afery).

„Dżentelmeński” system działał przez kilka lat pontyfikatu Jana Pawła II i na początku pontyfikatu Benedykta XVI. Zaopatrywał nie tylko kardynałów La Montgolfierę i Platinette oraz ich przyjaciela biskupa, ale też jeszcze jednego hierarchę (którego nazwiska nie udało mi się poznać).

Ostatnie etapy całej tej akcji miały się rozgrywać poza Watykanem w kilku rezydencjach, w tym w willi z basenem, w luksusowych apartamentach w centrum Rzymu, a według dwóch świadków także w rezydencji papieża w Castel Gandolfo. Zwiedzam ją z pewnym arcybiskupem z Watykanu. Rezydencja wciąż pozostaje własnością stolicy apostolskiej, a nie Włoch, i karabinierzy nie mają tam wstępu

(co mi potwierdzili). Z dala od wszelkich spojrzeń pewien hierarcha miał tu ponoć pod pretekstem przeganiania psów trenować w sprincie swoich ulubieńców. Według kilku źródeł newralgicznym punktem w działaniu tej siatki luksusowych escort boyów jest sposób płacenia.

Kardynałowie nie tylko korzystają z męskiej prostytucji, żeby zaspokoić swoje libido; nie tylko są homoseksualistami w życiu prywatnym, podczas gdy publicznie obnoszą się z ostrą homofobią, ale urządzają się w ten sposób, żeby nie płacić swoim żigolakom z własnych środków!

Na wynagrodzenia dla pośredników i dla luksusowych escort boyów różnych w różnych momentach czerpią bowiem z kasy watykańskiej. I to niemało (do dwóch tysięcy euro za wieczór, według informacji zebranych przez włoską policję podczas badania tej sprawy).

Rozbicie siatki

Niektórzy duchowni z Watykanu dysponujący ogromną wiedzą o tej sprawie znaleźli nawet ironiczne przezwisko dla tych prałacich kutw: „ATM-Priests” („księża bankomaty”). Włoski wymiar sprawiedliwości położył wreszcie kres tej spółdzielni usług erotycznych, choć doszło do tego w sposób przypadkowy z powodu zatrzymania kilku uczestników tego procederu wmieszanych w poważne afery korupcyjne.

Zatrzymano również dwóch pośredników, zidentyfikowanych dzięki podsłuchom telefonicznym, które włoska policja założyła na linii „dżentelmena Jego Świątobliwości”.

Siatka została więc rozbita, włoska policja poznała jej zasięg, ale nie mogła posunąć się dalej ani oskarżyć głównych zleceniodawców, kardynałów La Montgolfiera i Platinette, bowiem korzystali z watykańskiego immunitetu.

W Rzymie rozmawiałem z podpułkownikiem karabinierów dobrze znającym tę sprawę. Oto jego wypowiedź: Wydaje się, że ci kardynałowie zostali zidentyfikowani, ale nie mogli być przesłuchani ze względu na ich immunitet dyplomatyczny. Taki immunitet mają wszyscy kardynałowie. Jeśli są wmieszani w jakiś skandal, są natychmiast osłaniani. Chronią się za murami

Watykanu. Nie można też przeszukiwać ich bagaży, nawet jeśli istnieje na przykład podejrzenie przewozu narkotyków.

Podpułkownik karabinierów mówi dalej: Teoretycznie żandarmeria watykańska, która nie podlega włoskim władzom, mogłaby przesłuchać kardynałów i ich ścigać, ale do tego trzeba jeszcze zlecenia ze stolicy apostolskiej. Tymczasem w tej aferze zleceniodawcy sami byli powiązani z osobami na najwyższym watykańskim szczeblu…

Pominę szczegółowe opisy wyczynów tych kardynałów, według policyjnych podsłuchów były one naprawdę nowatorskie. W rozmowach z pośrednikami używają szyfru. Mówią o escort boyach jako o „dokumentach” i o „sytuacjach”. Pośrednicy posłusznie proponująodpowiednie kandydatury, zmienia się jedynie wzrost i waga.

Oto fragmenty rozmów (z akt sprawy):

Więcej nie ma potrzeby mówić. Ma dwa metry wzrostu, odpowiednią wagę i 33 lata.

Mam sytuację w Neapolu… Nie wiem, jak to powiedzieć, ale naprawdę tej okazji nie można pominąć… 32 lata, metr dziewięćdziesiąt trzy wzrostu, jest piękny.

Mam sytuację kubańską…

Przyjechałem z Niemiec z pewnym Niemcem.

Mam dwóch czarnoskórych.

X ma chorwackiego przyjaciela, który chciałby się spotkać, jeśli to możliwe.

Mam futbolistę.

Mam jednego z Abruzji…

Zdarza się, że w tych rozmowach można usłyszeć i o Chrystusie, i o viagrze, co jest dobrym podsumowaniem całej sprawy.

Po długotrwałym procesie i kilku odwołaniach nasz „dżentelmen” został skazany za korupcję, chór watykański rozwiązano, a Negretto mieszka obecnie w pewnej kościelnej rezydencji poza granicami Włoch, gdzie jak się wydaje w zamian za milczenie otrzymuje pewne wsparcie finansowe. Jeśli chodzi o innych pośredników, których tożsamość jest mi znana, nie udało mi się odnaleźć ich śladów.

Papież Benedykt XVI znał dokumenty

Kardynałowie zaś nie tylko nie byli nigdy skazani ani nawet niepokojeni, ale ich prawdziwe nazwiska nigdy nie pojawiły się w aktach procesu ani w prasie. Gdyby nawet papież Jan Paweł II dowiedział się o tym, i tak nie mógłby oddzielić ziarna od plew. Bez wątpienia dlatego, że taki zabieg odtruwania dotyczyłby zbyt wielu osób.

Papież Benedykt XVI znał te dokumenty i zrobił wszystko, żeby odsunąć głównych aktorów, najpierw z powodzeniem, a potem, jak zobaczymy, działania te doprowadziły ostatecznie do jego przegranej.

Franciszek, również dobrze poinformowany, ukarał jednego z zamieszanych w sprawę biskupów wbrew obietnicy poczynionej przez byłego sekretarza stanu, nie mianując go kardynałem. Platinette na razie zachowuje swoje stanowisko.

Szef siatki i zwycięzca tej bitwy, La Montgolfiera, przeszedł na kardynalską pięciogwiazdkową emeryturę: żyje wciąż w luksusie, mówi się, że z kochankiem. Oczywiście owi duchowni są dziś w opozycji wobec papieża Franciszka, ostro krytykują jego wypowiedzi przychylne homoseksualistom i wzywają do ściślejszego przestrzegania cnoty czystości – oni, którzy w tak niewielkim stopniu ją praktykowali.

Afera ta mogłaby się znaleźć w rubryce „rozmaitości”, gdyby nie była powtarzalnym schematem zachowań w kurii rzymskiej. To nie są pojedyncze przypadki zboczeń, to jest system. Owi duchowni uważają się za nienaruszalnych i wykorzystują swój immunitet dyplomatyczny. Jeśli jednak znamy dziś ich zdrożności, to dlatego, że zaczęli mówić świadkowie. Nawet jeśli próbowano ich zmusić do milczenia.

.

Share