Katarzyna Łaniewska: Obiecałam, że będę się trzymać

Katarzyna Łaniewska urodziła się w Łodzi. Ojciec był społecznikiem. Zakładał spółdzielnie Społem. Mama Janina też miała w sobie gen działania. Była aktywna w ruchu kobiet, lidze tzw. „kooperatystek”. Kasia nie miała 2 lat, kiedy rodzina wyjechała do Lublina, potem Częstochowy. Jakiś czas mieszkali na Wybrzeżu, a tuż przed wybuchem II wojny światowej – na Śląsku. Stamtąd w 1939 roku ojciec trafił na front. Pracował w wywiadzie, w tzw. „Dwójce”.

Niestety, został zdradzony, aresztowany przez gestapo. 11 listopada 1940 r. przewieziono go do Oświęcimia, gdzie w 1941 r. zginął. Pani Katarzyna miała 8 lat, gdy straciła ukochanego ojca. Wychowywała ją mama i babcia Józefa, obie wspaniałe, niezwykle dzielne. To właśnie po ojcu – jak twierdzi – odziedziczyła zdolności artystyczne. Pięknie śpiewał, recytował. Był duszą towarzystwa każdej uroczystości.

– Siostra ojca – Celina, którą bardzo kochałam – była dyrektorem radia we Wrocławiu. Prowadziła tam własny teatrzyk kukiełkowy, do którego pisywała też teksty. Starszy brat Józef skończył średnią szkołę muzyczną. W przeciwieństwie do mnie pięknie grał na fortepianie i śpiewał. Mnie zawsze pociągał teatr – zdradziła.

Pasją jej córki Agnieszki też był teatr. Od dziecka poznawała go od kulis. Jak wspominała pani Katarzyna, Agnieszka oglądała ją w „Zemście” w Teatrze Dramatycznym dziesiątki razy. I podkochiwała się platonicznie w aktorach, zaczynając od Macieja Damięckiego, a kończąc na Piotrze Fronczewskim. – Nigdy jednak nie zamierzała zostać aktorką, chciała być suflerką. Mówiłam jej, że wszyscy będą mieli do niej pretensje – śmiała się aktorka.

Pani Agnieszka przez wiele lat pracowała z dziećmi w Instytucie Psychiatrii i Neurologii przy ul. Sobieskiego w Warszawie. Miała wspaniałe wyniki, praca dawała jej wiele radości i satysfakcji. Gdy na świecie pojawiły się dzieci Mateusz i Marek, powoli jej priorytety zmieniały się, aż rodzina osiągnęła wyłączność. Dziś pani Agnieszka jest babcią. Katarzyna Łaniewska i Ignacy Gogolewski mogą cieszyć się z prawnucząt. Od wielu lat potrafią się już przyjaźnić i cieszyć rodziną.

Trzydzieści lat temu wielką popularność dał jej film „Kogel- -Mogel” i jego kontynuacja „Galimatias, czyli Kogel-Mogel II”. Jednak dopiero gdy zagrała w „Plebanii”, okazało się, że tamta sława była tylko wstępem do tego, co przeżywała teraz. Śmiała się, że zarówno w centrum Warszawy, gdzie mieszka, jak i w sercu Manhattanu, przechodnie na jej widok reagowali tak samo: „Matko święta! Toż to babcia Józia!”.

Nie ukrywa, że popularność ją cieszy i sprawia satysfakcję, tak jak boli ją niechęć okazywana ze względu na jej opowiedzenie się za partią PiS. Bolało, gdy krytykowano jej udział w filmie „Smoleńsk” (Anna Walentynowicz). Przyznaje, że nie jest dyplomatyczna, nie ukrywa ani swoich sympatii, ani poglądów.

W czasie studiów należała do ZMP, jednak jak stwierdziła „nie jest prawdą, co niektórzy próbują insynuować, że kierowałam ZMP”. Należała do PZPR. Pod koniec lat 70. związała się z opozycją antykomunistyczną. W 1980 r. współtworzyła struktury NSZZ „Solidarność” w Teatrze Ateneum. Uczestniczyła w organizowaniu koncertów patriotycznych i kolportowaniu podziemnych wydawnictw. Współpracowała z ks. Jerzym Popiełuszką.

W kwietniu przeżyła tragedię. Po długiej chorobie zmarł jej mąż Andrzej. – Trzymam się, bo ma być kręcona trzecia część „Kogla- Mogla”, a obiecałam producentowi, że zagram i będę żyła – mówiła aktorka. Zagrała, jak przed laty, matkę Kasi Solskiej – w tej roli ponownie Grażyna Błęcka-Kolska. Obie aktorki spotkały się doświadczone tragediami. Pani Katarzyna straciła męża, pani Grażyna córkę.

Od początku kariery Kasia Łaniewska porażała urodą

Share